Może być pusty

Blog.pl wprowadza jakieś beznadziejne zmiany. Przenoszę się na blogspot -> dzezabel

MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY!

Można powiedzieć, że korona spadła mi z głowy i nietrudno ostatnio było do mnie dotrzeć. W nowej sytuacji czuję się dziwnie, nieswojo, nie chcę jej chyba wcale. Potem jednak chcę i już sama tak naprawdę nie wiem czy to dobre dla mnie czy nie… Sama nie wierzę w to co się dzieje. Bardzo dziwnie. Bardzo nieswojo.
Ostatecznie wychodzi na to, że jedyna zmiana jaką potrafię przyjąć to mieszkanie z tobą zamiast rodzinnego domu. Potrzebuję czegoś, co odwróci moją uwagę. Na przykład przeprowadzki albo urodzinowego picia wódki. Póki co czuję się jednak jakby mnie wrzucili nie do tego filmu co trzeba.
I nawet poczucie winy mam chociaż rozsądek mówi, że nikomu nic nie jestem winna

Uwaga! Ratunku! Pomocy!

Forma

Jeśli słowa ranią, moje robią to wyjątkowo przebiegle. Jestem centrum. Najlepiej byłoby rozmyć się w tym mocnym deszczu. Podnieść się, podskoczyć wysoko i z impetem zapaść się pod ziemię.
To jest mój plan.

Trochę złoto, trochę brudnozielono. Zawsze w formie.
Stuk-stuk, szklane pantofelki o marmurową posadzkę

Chcę zapamiętać cię tak jak dobry sen

Dzisiaj, proszę, nie budź mnie.
W te burzowe piękne dni aż nadto się dzieje. Pomyślałby kto, takie małe, smutne miasto, a potrafi przynieść tyle wrażeń…
Ostatnio koszmary dręczą mnie nie tylko nocą. Wiem już, że tradycyjnymi środkami się nie wybronię, szukam więc nowego remedium na moje dolegliwości. Najlepiej byłoby, gdyby zniknęły przy pierwszym ruchu magicznej różdżki, ale zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe.
Tych kilka dni bez najważniejszych osób mojego aktualnego życia spożytkowałam bardzo owocnie. Pytanie tylko, czy uda mi się wszystko ułożyć tak, jak być powinno? Czy lepiej nie próbować działać, bo wszystko i tak ułoży się stosownie do woli „tajemniczej, wszystkomogącej siły gdzieś na górze”
Druga opcja wydaje się korzystniejsza

Śnię na jawie o marzeniu, o kimś, kto z dobrej woli zadba o to, żebym miała pod czym spać w nocy i zapyta, czy wszystko u mnie w porządku. Lub też spróbuje nieporządki uprzątnąć na wszelką możliwą skalę, zamiast (jak to ostatnio często się zdarza) wzruszać ramionami i wymawiać się bezradnością i dobrymi chęciami.

Plastelina

Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak miło. Było pięknie, ciepło, była wycieczka krajoznawcza, truskawkowy dżem i dużo radości.
A potem dostałam po twarzy wielokrotnie. Równie dobrze mógłby zrobić mi fizyczną krzywdę, krócej by bolało. Powinien to zrobić. Zamiast psychiką zmuszać mnie do uciekania w samozagładę, wystarczyłoby uprzejmie mnie dźgnąć albo przeciąć.
Może mu to przekaż? Od dziś jesteś jedyną osobą która z nim rozmawia. Bo na pewno nie będę to ja. Z wielkimi wyrzutami sumienia zmuszam się do myślenia, że zasługuję na to, żeby zadbać choć raz o siebie. Moje próby wyciągnięcia go z tego byłyby w tym momencie bezowocne. I wpędziłyby mnie samą w stan gorszy niż obecny.

Przynajmniej płaczę. Nawet jeśli robię to przez sen, nieważne, liczy się tylko to, że mi się udaje.

Wychodzi na to, że znów zostałam sama. Bądź przy mnie choć ty, proszę, od całej reszty dostaję ciężkie cęgi i nie wiem jak je zniosę.

Już nawet nie znikam, nie pozwalacie mi
Mogę tylko odkształcać się na wasze życzenie

Graj skrzypku, graj

Czasami boję się bardzo tego braku kontroli. Bezsilności w stosunku do siebie i całego groźnego otoczenia, którym gram jak mi się podoba. Albo inaczej- grałam. Już tego nie chcę. Odpowiedzialność spada na mnie potrójnie.
Cicha, podrapana i głodna witam się uprzejmie. I równie miło i delikatnie zamieniam się w pył. Równie słodko przesypuję się przez dłonie. Chcę podziękować za wszystkie dobre rzeczy. Choć żegnając się mogę w sumie podziękować także za złe.
Dziękuję.

Nie widzę jak słońce pojawia się i znika. I o jedno chcę prosić: jeno wyjmij mi z twych oczu szkło bolesne- obraz dni, który czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi.

Biały króliczek

Na co mi wszystkie rozterki emocjonalne. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że całe odczuwanie to mrzonka, nikomu – a szczególnie mnie – do szczęścia niepotrzebna. Uruchamiam racjonalne myślenie i ono każe mi iść przed siebie dalej, zostawić w tyle wszystko i wszystkich na zgliszczach dawnych znajomości. Byłoby lepiej, szepczą głosy w mojej głowie, idź, nie zastanawiaj się już.
I ani się obejrzę a już jestem w zupełnie innym miejscu tak bardzo daleko od ogółu dręczącego mnie na wszelkie sposoby
I chwilowo jestem także z dala od zmysłów, czyli od siebie pełnowartościowej. A skoro tak, to z dala od siebie, czyż nie? Czy nie do tego dążę z każdym krokiem w tym poplątaniu?

Tak, do tego. Uciekam jak najdalej mogę. Złap mnie jeśli tylko potrafisz
Albo nie łap
Kieszonkowy zegarek i tak tyka mi już w ręku

Supernowa

Nic nie układa się dobrze. Jakby nie patrzeć, prowadzę niezliczone bitwy z samą sobą na tylu płaszczyznach, że emocjonalnie, psychicznie i fizycznie nie daję już rady. Mimo to idę przed siebie. Jestem zrezygnowana i aptyczna, nic mnie nie cieszy, nic nie daje spokoju. Jednak uśmiecham się dalej i jestem z wami, nawet jeśli nie mam na to najmniejszej ochoty

Jeśli już wejdzie się w moje życie, niełatwo z niego wyjść. Na tę sieć lepiej uważać, trzeba być bardzo zdecydowanym, zdesperowanym lub głupim. Żeby uciec trzeba zmusić mnie do ucieczki. Ewentualnie katapultować się pod moim nadzorem. Nie da się tak po prostu zniknąć i udawać, że nie istnieję, przykro mi.

Jestem rozbita na milion kawałeczków. Ktoś niejednokrotnie rzucił mną jak lusterkiem o ścianę a wpadając z impetem stłukłam się i mam wrażenie że nic już ze mnie sensownego nie będzie.
Muszę sama podnieść się z ziemi póki co jednak zwijam się w kuleczkę

Ciekawe że momenty szczerości oddalają mnie od ludzi. Nie mogę patrzeć na niektóre osoby.

Spojrzeć sobie w oczy w lustrze też nie potrafię

Może tak Osiecka

…Kocham ciebie w domu,
Kocham cię na mieście…
Dość milczałam! Zrozum!
Dziś wygarnę wreszcie:
Mówiąc o miłości
trzymasz mnie pod kluczem,
no, a mnie to złości,
a ja chcę ci uciec!
Chciałbyś mnie jak owoc
trzymać stale w ręce,
pleść ze słowem słowo
w życiu i w piosence.
Lecz do tego tekstu
ja się nie nadaję –
czasem kocham, jestem,
a czasem – przestaję.
Tak to jest u ludzi,
że przy cieniu cień…
Przy mnie można
budzić się co drugi dzień!
I choć drżą mi ręce
nad pointą tą –
nie zobaczysz więcej
oczu mych za mgłą!
Bo nie można wcale
mnie na co dzień mieć.
Chociaż bardzo chciałam
nie umiałam chcieć.

Ten kolor włosów tak zwą

Rozważam, czy za rok będę śpiewać piosenki o dawnej dziewczynie, barmanie, czy też o wielkiej tęsknocie? To zastanawiające, w gruncie rzeczy fascynuje. Perspektywa trwoży mnie i umieram ze zniecierpliwienia. Boziu, daj takie dobre chwile o jakich marzę. Chyba że to jeszcze nie pora.

Co mam powiedzieć kiedy pytasz? Nigdy nie miałam jasnych, ładnych odpowiedzi. Nawet to, czego chcę na śniadanie brzmi jak przeklęta rozprawa filozoficzna. Argumenty za i przeciw jajkom sadzonym i kanapkom z twarożkiem. Niech to szlag jasny trafi. Pioruny będą strzelać rozpętam tornado i wzniecę pożary, a nie odpowiem tak ładnie żeby do ciebie dotarło tak jak chciałabym. To chyba zbyt trudne.